NAWIEDZONE DOMY SKRZYPĄCE DRZWI WYLUDNIONE WYSPY CZYLI CO WARTO PRZECZYTAĆ W HALLOWEEN

Haunted horror house.

Za oknem ciemno, wicher świszcze, deszcz o szyby stuka….Zimno, mroczno, nieprzyjemnie. Przydałoby się coś…co podkręci klimat. No może zacznijmy od wydrążonej z miąższu dyni, wstawmy tam świeczkę. Do ręki latarkę (kto wie, może się przyda?). Groźny klimat już mamy.
Mam dla Was kilka pomysłów na powieści grozy, dreszczowce i horrory dobre na Halloween. No to zaczynamy:

Nawiedzone domy

„Nawiedzony” Shirley Jackson
To sytuacja wręcz modelowa. Dziwny, stary i straszny dom na wzgórzu, który żyje własnym życiem. Nie wiemy co nawiedziło ten dom, ale szepty, chichoty, krzyki i napisy mówią same za siebie. Poza tym gości pomieszkujących w celach naukowych w domu prześladują dziwaczne wizje. Nastrój grozy narasta… Co będzie dalej musicie przeczytać sami. Ale polecam. A lampka nocna może wam się przydać przy czytaniu powieści bardziej niż w inne wieczory…

„Nawiedzony” James Herbert
Główny bohater Profesor Dawid Ash zajmuje się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych. Jaki sekret odkryje przyjmując najnowsze zlecenie? Czy uda wam się rozwiązać zagadkę Edbrook przed końcem powieści? Czy czytanie je da wam satysfakcję? Mnie ta krótka historia spodobała się na tyle, że zachęcam do sięgnięcia po „Nawiedzonego”.

„Dom kości” Graham Masterton
Lekki horror. Dobrze się czyta. Młody agent nieruchomości (niedoszła gwiazda rockowa) zauważa, że właściciel agencji skrywa jakiś sekret związany z wynajmowanymi posiadłościami. Jeden z jego klientów znika w tajemniczych okolicznościach… Myślę, że wśród książek Mastrtona znajdziecie jeszcze kilka innych świetnych propozycji na Halloween.

„Dom na wzgórzu” Peter James
Na stronie lubimyczytać.pl przeczytamy: „Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2016 lubimyczytać.pl w kategorii Horror. WYŚMIENITE POŁĄCZNIE KRYMINAŁU Z GHOST STORY.”
Dla tych, którzy lubią motyw nawiedzonych domów pozycja obowiązkowa. Tym bardziej, że czasem jest naprawdę strasznie.

Wyludnione wyspy

„Pamiętam cię” Yrsa Sigurdardóttir
Islandia. Dwie historie: teraźniejszość i przeszłość, kiedy wydarzyło się coś złego. Ale co to było odkrywamy bardzo powoli. Jest też wyludniona wyspa, której opisy wywołują niemały dreszczyk emocji. I są bohaterowie, którzy mają na tej wyspie zamieszkać. Nie wiedzą jeszcze jakie dziwne wydarzenia przed nimi.

„Weź moją duszę” Yrsa Sigurdardóttir
Znów islandzka wyspa. Ekskluzywny hotel SPA i seria dziwacznych bestialskich morderstw. No i te głosy… czy to płacz dziecka? Ach te islandzkie klimaty….

„ZIELONO MI”… OD RANA CZYLI JAKI COCTAIL POLECAM W TYM TYGODNIU

smoothies-detox-drink-healthy-berry-wallpaper (2)

Warzywa i owoce uwielbiam od zawsze. Podskórnie już od dziecka czułam, ze są mi po prostu potrzebne. Że jest mi po nich lepiej i fizycznie i psychicznie. Lepiej myślę, ładniej wygląda moja skóra, paznokcie czy włosy, no i chyba też ważne, zawsze mi smakowały.

U mnie jest po prostu tak – dzień bez warzywa i owocu to głupota!

Od jakiegoś czasu wierzę w dobrą siłę coctaili i smoothie. Witaminy, minerały, błonnik. Samo dobro. No i ten smak!
Uwielbiam!

Jeśli mogę, a dzięki warzywom i owocom jest to możliwe, staram się jak najlepiej dbać o zdrowie.
Zmiksowane, wyciśnięte lub zblendowane mogą mi w tym pomóc. Dbam dzięki nim o zachowanie jak najlepszej odporności organizmu, zwalczam (mam nadzieję) wolne rodniki, pomagają mi regenerować mózg i kości, usuwać toksyny i do tego poczuć się lekko i zdrowo. Niebagatelne jest też to ile siły i energii dodają mi na co dzień.
Ze wszystkich kolorów smoothie chyba najbardziej lubię zielony. Pozytywnie nastraja mnie od rana i daje porządnego kopa na cały dzień.

Dziś polecę Wam napój z warzyw i owoców na bazie cały czas popularnego (i to bardzo zdrowa popularność) jarmużu.
Słyszałam, że poza wszystkimi wartościami, które opisałam powyżej to smoothie radzi sobie ze zwalczaniem cukrzycy. Może więc warto go spróbować także i z tego powodu.
Wypijcie go w ramach śniadania i zostawcie sobie jeszcze na później, tak żeby drugą porcję wypić ciągu dnia.

Przepis na zielone smoothie

Składniki:
garść jarmużu
5 średniej wielkości bananów
2 jabłka
2 kiwi
Przygotowanie:
Składniki obrać, pokroić, wrzucić do blendera, zmiksować z dodatkiem około 500 ml wody i gotowe.

Smacznego!
I życzę wam żeby humor i dobra energia były z Wami. No i oczywiście, żeby udało Wam się jutro wypić jakiś fajny coctail!

WCZORAJ OBEJRZAŁAM „BELFRA” NA CANAL PLUS I STWIERDZIŁAM, ŻE WOLĘ JEDNAK „WATAHĘ” NA HBO

belfer

Ach to wyczekiwanie. Cała niedziela podporządkowana jednemu wydarzeniu. Dziś Pierwszy odcinek drugiego sezonu „Belfra”. Człowiek się nakręca, bo ma obejrzeć na odkodowanym Canal Plusie coś, co będzie super mega i w ogóle….
Taka gratka nie zdarza się co dzień!

I ja nastawiłam się na achy i ochy. Byłam bardzo wkręcona w tę machinę wyczekiwania i odliczania do godziny emisji. Dziś mogę powiedzieć stanowczo za bardzo. Trzeba było celebrować niedzielę nie wyczekiwanie.

OBEJRZAŁAM PIERWSZY ODCINEK DRUGIEGO SEZONU „BELFRA” I MNIE NIE ZACHWYCIŁ

Kiedy czekam na jakieś wydarzenie kulturalne to projektuję sobie raczej pozytywną wizję tego co obejrzę lub w czym będę uczestniczyć.

Tak było również tym razem

A tu zaskoczenie. Szok po prostu. Kiedy zaczęła się emisja pierwszego odcinka „Belfra” (drugi sezon) z ekranu kolokwialnie mówiąc „powiało nudą”, dosyć słabym aktorstwem i znowu nudą.

I nawet jak bym bardzo chciała wciągnąć się w wir jakiejś tajemniczej historii, to niestety nie w tym przypadku.
Płonne więc były moje nadzieje na to, że obejrzę coś wyjątkowego. Bo obejrzałam raczej coś nijakiego. No i oczywiście nie twierdzę, że to tylko słaby początek, bo potem będzie już lepiej.

Raczej się tego nie dowiem (chyba, ze ktoś opowie) bo nie mnie Canal Plus nie zachęcił do odkodowania jego stacji na dłużej niż wczorajszy wieczór.

CHCĘ PROMOWAĆ POLSKICH PISARZY BO LUBIĘ ICH CZYTAĆ

książki

Kiedyś usłyszałam od znajomej: „nie czytam polskich autorów. Szkoda na nich czasu. Zresztą co oni ciekawego mają do przekazania”. I tutaj dodam resztę od siebie: Nie czytam ich bo być może jeszcze by mi się ich literatura spodobała. A jak nie czytam to mogę powiedzieć, że mi się nie podoba. I dołączyć do jakże polskiej grupy abnegatów wszystkiego.

Teraz będzie o mnie. Teraz się ujawnię! CZYTAM POLSKICH AUTORÓW. BO LUBIĘ

Czemu?

Kto wie? Może to jakiś prześwit patriotyzmu, godnej postawy obywatelskiej albo po prostu chęć zrobienia czegoś dobrego w służbie ojczyzny, chęć duchowego wsparcia i tak dalej.
NIE JESTEM W SWEJ POSTAWIE OSAMOTNIONA
I tu ciekawostka dla zdziwionych. Nie tylko ja czytam książki autorstwa Polaków. Tak robi wiele ludzi. Nie tylko rodaków, zagraniczniacy też naszych pisarzy lubią. Świadczy o tym na przykład ilość przekładów ich książek na języki obce.

Ale w ten temat nie chcę się zagłębiać.
Chcę pisać o sobie i moim kontakcie z tym co czytam, co mnie ciekawi, intryguje, z czym się utożsamiam i co mnie zaskakuje w polskiej prozie. Szczególnie lat ostatnich.

Bo w polskiej prozie współczesnej dzieje się sporo. I to sporo dobrego. Dlatego jestem za tym, żeby zainteresować Was polskimi autorami.

Mam nadzieję ze trochę, przynajmniej ociupinkę Was zaintrygowałam tematem. Niedługo napiszę więcej. Coś niecoś polecę. Czekajcie na następną odsłonę. Bo warto!

Ps. Nie będę tu polecać pisarzy romantycznych ani pozytywistycznych, tych znacie już ze szkoły. Stawiam na literaturę, która wciąga w opowieść aż po same uszy. Bo przecież najlepsza jest taka książką, od której nie sposób się oderwać chociaż nie zawsze ma się na nią czas.

MAGICZNA METAMORFOZA BRWI CZYLI SPACER A’LA SHOPPING

Brwi

Owszem (tu przyznaję zupełnie szczerze) czasem i ja lubię pospacerować po jakieś lokalnej galerii handlowej, bo jak tu nie kochać centrów handlowych. Lubię wejść na przykład do perfumerii i zaszaleć w świecie testerów, oblać się wszystkim tym czego aktualnie nie zakupię (ale może kiedyś tak) i potem pachnieć pięknie wszystkim na raz.
I kiedy już zaczynam się dusić tymi Diorami, Chanelami i Armani-mi idę spacerować gdzieś dalej.

Ale to nie był ten raz.

Tym razem w perfumerii zaczepiła mnie Pani, której stylizacja, tak na pierwszy rzut przypominała mi Murzynka Bambo (zgodnie z poprawnością feministyczną Murzynkę Bambo) (i nie myślcie aby, że jestem rasistką to tylko skojarzenie. Luźne). To nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia i chciałam uniknąć dalszego kontaktu, ale … no właśnie Pani miała do mnie jakieś „ale”.

„Ale czemu Pani nie chce magicznej metamorfozy brwi?”

To pytanie padło zaraz po tym kiedy wytłumaczyła mi jak zmienię się fizjonomicznie pozytywnie po magicznej przemianie brwi czyli godzinnym ich wyskubywaniu, malowaniu, pomadowaniu i co tam jeszcze.

Nasze interesy się nie zazębiały.

Ona chciała pomadować moje brwi a ja chciałam spacerować po galerii, w spokoju i skupieniu odwiedzać różne stoiska i podziwiać różne produkty. I absolutnie nie marzyła mi się zmiana brwi na lepsze bo mnie się podobają moje: niemodne, bez ombre, pomady, bez wyskubania i nadania nowego kształtu.
I tak stałyśmy. Ona podtrzymywała rozmowę. Ja ją chciałam zakończyć. Ona się rozkręcała w sprawie tych poprawek moich brwi. Ja już nie mogłam powoli tego znieść.
Nie chciałam zmiany brwi ani za opłatą nawet za darmo.
Ona nie chciała w to uwierzyć.

Ok, wiem. To jej praca. Dziewczyna musi to robić żeby zarobić.
Ale to jednak usługa bardzo specyficzna. To tak, jak z wyjściem do kosmetyczki. Idę tam wtedy kiedy jest mi to potrzebne, kiedy planuję jakiś zabieg na twarz lub ciało. Kiedy tego chcę, kiedy mam na to wyznaczony czas lub kiedy po prostu muszę to zrobić.
To ma być mój wybór.
Nie chce mieć modnych brwi tylko dlatego, że:
• Są modne
• Ktoś natarczywie usiłuje mi je zmienić

No i w sumie spacer po galerii nie był tego dnia udany. Wyszedł mi z tego taki ani shopping ani spacer.

Ps. Piszcie, jeśli i Wam zdarzają się podobne sytuacje.

KOBIETY W PEWNYM WIEKU I WIEKU BARDZO PEWNYM CZYLI FRANCUSKI POWAB

lawenda

Jak być Polką, ale w takim wzorcowym francuskim wydaniu? Może warto Polce zamieszkać we Francji i w ten sposób nauczyć się ponadczasowej elegancji?
Czy można nauczyć się tego wszystkiego z poradnika? Dziś się nad tym zastanowię. Bo takich poradników kilka już przeczytałam, a tu znów jakiś kolejny wpadł mi w ręce.

Jak Francuska zachowuje dobry wygląd na co dzień?

Codziennie o sobie pamięta i o siebie dba. Odżywia się zdrowo, pilnuje smukłej sylwetki, ćwiczy, rzadko pija alkohol i każdy dzień celebruje ciesząc się jego pełnią. Kobieta zadbana i ciesząca się życiem jest pewna siebie. Paryski szyk to po prostu wyraz szacunku do samej siebie. Taka odsłona osoby niezadbanej, ubierającej się w brudne rozciągnięte dresy, bez makijażu, niechlujnej i nieatrakcyjnej. (Chociaż niestety, często tak bywa). To nie jest wcale ciekawe! Same przyznacie?
Ale atrakcyjność to nie tylko fizjonomia, ale i ciekawa osobowość. Dlatego Francuski pracują nad rozwojem osobistym równie ciężko jak i nad udoskonalaniem swego wyglądu.
Błyskotliwość, urok i inteligencja – to cechy prawdziwej Francuski. Oczytana, osłuchana muzycznie, po przeglądzie najnowszych premier kinowych, znająca się na architekturze i dizajnie a do konwersacji wplatająca szczyptę humoru i przezabawne anegdoty. Czyż to nie fascynujące? Kobiecość w pełni.

Klucz do zagadki

Jak czuć się dobrze we własnym ciele kiedy ma się znacznie więcej niż 30 lat? Francuski są dobrym przykładem na to, że nawet będąc już „w pewnym wieku” możemy być atrakcyjne, szykowne i wyglądać dobrze – jeśli o to zadbamy. No bo to, niestety samo się nie zrobi.
I to jest właśnie podstawa, uświadomienie sobie, ze czas płynie, starzejemy się, ale nie musimy od razu zdziadzieć. To, że życie przez upływ czasu się komplikuje to jasne. Ważne żeby podejść do tego racjonalnie. Jest jak jest i trzeba się dostosować, celebrować takie życie takie jakie jest po 40-stce. Ono też ma swoje uroki trzeba tylko w to uwierzyć.

Zresztą wiek nie zawsze jest najważniejszy.

Ważniejsza jest radość z życia, jego smakowanie, pasjonowanie się jego urodą. Zadowolenie i ciekawość życia dodaje nam uroku.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym jak zawsze być młodą duchem, szykowną i interesującą oraz powabną polecam Wam książkę na jesienne wieczory: Tish Jett „Zawsze szykowna”. Znajdziecie tu bardzo dużo podpowiedzi jak o siebie dbać żeby zawsze być naprawdę zadbaną.

Wiedziałaś, że lawenda nadaje włosom elastyczność i połysk? Albo, że dzień przed koloryzacją włosów należy nałożyć głęboko nawilżającą maskę i nie zmywać jej przed pójściem do fryzjera? Wiesz jak zrobić dobry sos winegret?
Jeśli nie, to te i wiele innych porad znajdziesz w polecanej dziś książce. Znajdź trochę czasu dla siebie. Zadbaj o swoją urodę a myślę, że będziesz przez to szczęśliwsza.

W TYM SAMYM CZASIE W TYM SAMYM DNIU

Stara siedziała w oknie. Wyglądała czy mąż już wraca. Nie lubiła kiedy wychodził z domu na długo. Denerwowała się, że znów zaczepią go ci podwórkowi pijacy i wyciągną od niego pieniądze. On był taki łatwowierny, a te pasożyty, co cały dzień nie robią nic poza wyciąganiem pieniędzy od porządnych ludzi i piciem, znów go zmanipulują swoją gadką, bo gadane to oni mają.

Od dawna ich obserwowała. Nie podobali się jej. Pomijając ich sposób na życie, który oczywiście był dla niej niedopuszczalny i go nie cierpiała, to niepokoiło ją coś jeszcze. Ten Kurta. Wiedziała, że chłopak ma taką ksywę od męża. Poza tym wszyscy sąsiedzi go znali, niekoniecznie znali jego ksywę, ale białą całoroczną kurtkę, z która nie rozstawał się nawet latem kojarzyli chyba wszyscy. I to raczej źle. Właściwie tylko i wyłącznie źle. Kurta był całe dnie pijany przepity, brudny i śmierdział. Jak jakiś bezdomny, jak jakiś lump. A podobno jest wykształcony i pracę nawet miał. Informatyką się zajmował, komputery naprawiał i jakieś aplikacje robić umie. Niby pijaczyna, ale jednak coś tu nie grało. Bo po co się tak zapijać jak można żyć normalnie. Stara nie rozumiała czemu tak się dzieje. I podejrzewała, że w życiu chłopaka musiało się wydarzyć coś, co spowodowało, że zrezygnował z życia. Bo to co całe dnie wyrabiał to była jakaś wegetacja.

Ale właściwe co ona się martwi? Co jej do tego? Swoich spraw nie ma? Ech. Takie to tam siedzenie w oknie bez celu. Lepiej będzie jak się zajmie czymś pożytecznym. O, może guzik do spodni przyszyje, bo odpadł. Nie ma co w tym oknie siedzieć. Myślenie nad życiem pijaków to nienajlepsza rozrywka dla starszej osoby. Siedzi w oknie, obiad niegotowy a zaraz Stary przyjdzie i jeść będzie krzyczał. Bo Stary ostatnio ma apetyt. Może dlatego, że ciągle zimno w domu i na zewnątrz i jakoś nie ma czym się zająć. Taki już problem starszych ludzi. Cały dzień wolny i tylko zajęć pożytecznych brakuje ciągle. Stąd głupoty jakieś do głowy przychodzą i myśli krążą w niebezpiecznych rejonach. I tyle się pytań pojawia…..

TEN SAM DZIEŃ. POD KLATKĄ

- Jaro, dzień jest dziś do dupy. Kasy nie mam i w ogóle jakiś taki ten dzień nijaki. Słońca nie ma, bo jak by było to by się człowiek trochę ogrzał. Lepiej by się poczuł. Bo dziś źle się czuję, chyba wczoraj zjadłem coś podłego i teraz kichy mnie bolą – powiedział Kurta, który faktycznie nie wyglądał tego dnia najlepiej. Co prawda w jego przypadku dobry wygląd był chyba tylko ciągle niespełnionym marzeniem, które nie miało szansy na urzeczywistnienie, bo mu jej Kurta nie dawał.
- Ty, Kurta, a może to złe samopoczucie to taki bo teraz jakaś grypa na osiedlu jest… taka, no…jelitowa czy coś ? – próbował zbadać problem Pimpek, który pojawił się w trakcie rozmowy.
- No, może być. Tego podobno bez kielicha nie idzie wyleczyć. Wódka z pieprzem jest dobra na tą chorobę, i w ogóle wódka jest dobra na wiele rzeczy… – Kurta zachichotał. Pimpek mu zawtórował. I jakoś od razu weselej się zrobiło.
- Z pieprzem czy bez dobra jest! – zaśmiał się Pimpek i od razu zrzedła mu mina. – My dziś żadnej nie mamy a pić się chce.
Rozejrzał się po reszcie i zauważył, ze mają to samo pragnienie co on. Pragnienie napicia się czegokolwiek oby było alkoholem.
- Dobra chłopaki, chcemy pić musimy działać – wykrzyknął Kurta i sięgnął do kieszeni – tutaj jest złotóweczka na szczęście. Żeby się nam dziś dobrze rozmnożyła. No to kto da coś jeszcze?
Reszta zaczęła bezskutecznie zaczęła grzebać po kieszeniach. Niestety, poza kapslami po piwie nie znaleźli nic oprócz 5 groszy. Ale to zawsze już coś na dobry początek. Oby dalej było tylko lepiej.
- O, patrzcie, idzie sąsiad. Kurta, zagadaj z nim, o zdrówko spytaj, o zdrówko żony i psa…
- On nie ma psa.
- To tylko i jego i żony. Może przy okazji poratuje 2 złotymi. On cię chyba trochę lubi. Hehe. Dobra, dawaj. Pić chce, przypominam.
-Ale…
- Przestań Kurta, ja na siebie biorę następnego sąsiada. Teraz dawaj! – powiedział Pimpek i lekko pchnął Kurtę do przodu….