CO NA WALENTYNKI?

Usłyszałam dziś rano w tv, że najlepszym prezentem na walentynki są pralinki. No to kupiłam w prezencie dla niego i dla siebie. Bo kto powiedział, że w Walentynki nie można kupić prezentu sobie. Na Święta też sobie kupuję, więc czemu teraz miałoby być inaczej.

Wszystko to robię z umiarem, bo jakoś szczególnie podkręcać komercyjności świąt nie pragnę. Ani maksymalnie się spłukać też nie chcę.

Ale jakiś akcent musi być!

W końcu Walentynki z zasady są dniem radosnym. I teraz powiecie że nie dla wszystkich. A ja nie do końca się Wami zgodzę.

Bo dlaczego właściwie w tym dniu mamy obdarowywać i być mili tylko dla swojej drugiej połówki? Bądźmy mili dla siebie i osób, które lubimy i kochamy albo znamy. A nawet jak nie znamy a spotkamy to też możemy być mili.
Kupmy bliskim jakiś drobiazg, a jak nas nie stać to zróbmy laurkę, wytnijmy serduszko z papieru albo złóżmy nie zobowiązujące życzenia.

Dziś miałam okazję życzyć na przykład Pani w sklepie mniej marudnych klientów ( bo przede mną zakupy robił maruder wszechczasów), i Pani ekspedientka życzenia przyjęła z uśmiechem szczerym i wesołym. I jakoś sympatyczniej od razu.

Więc zamiast wypinać się na komercyjność i kiczowatość Walentynek sprawmy, żebyśmy czuli się w tym dniu dobrze sami ze sobą i z innymi.

Najlepiej mieć dziś przy sobie kilka serduszek z papieru (serio!), uśmiech na twarzy i dobre słowo dla drugiego człowieka. I jak spotkacie na swojej drodze kogoś bardzo smutnego dajcie mu serduszko. To nic nie kosztuje.
A sprawi, że czyjś dzień stanie się weselszy.

Serio!
Mniej spiny, więcej spontanu!

To powodzenia!

Ps Życzę Wam żebyście dzisiejsze Walentynki przeżyli według swoich planów: na romantycznej kolacji, przy winku w domu, oglądając wesołą komedię, dzieląc się sobą nawzajem. Bądźcie szczęśliwi!