TEN SAM DZIEŃ. POD KLATKĄ

- Jaro, dzień jest dziś do dupy. Kasy nie mam i w ogóle jakiś taki ten dzień nijaki. Słońca nie ma, bo jak by było to by się człowiek trochę ogrzał. Lepiej by się poczuł. Bo dziś źle się czuję, chyba wczoraj zjadłem coś podłego i teraz kichy mnie bolą – powiedział Kurta, który faktycznie nie wyglądał tego dnia najlepiej. Co prawda w jego przypadku dobry wygląd był chyba tylko ciągle niespełnionym marzeniem, które nie miało szansy na urzeczywistnienie, bo mu jej Kurta nie dawał.
- Ty, Kurta, a może to złe samopoczucie to taki bo teraz jakaś grypa na osiedlu jest… taka, no…jelitowa czy coś ? – próbował zbadać problem Pimpek, który pojawił się w trakcie rozmowy.
- No, może być. Tego podobno bez kielicha nie idzie wyleczyć. Wódka z pieprzem jest dobra na tą chorobę, i w ogóle wódka jest dobra na wiele rzeczy… – Kurta zachichotał. Pimpek mu zawtórował. I jakoś od razu weselej się zrobiło.
- Z pieprzem czy bez dobra jest! – zaśmiał się Pimpek i od razu zrzedła mu mina. – My dziś żadnej nie mamy a pić się chce.
Rozejrzał się po reszcie i zauważył, ze mają to samo pragnienie co on. Pragnienie napicia się czegokolwiek oby było alkoholem.
- Dobra chłopaki, chcemy pić musimy działać – wykrzyknął Kurta i sięgnął do kieszeni – tutaj jest złotóweczka na szczęście. Żeby się nam dziś dobrze rozmnożyła. No to kto da coś jeszcze?
Reszta zaczęła bezskutecznie zaczęła grzebać po kieszeniach. Niestety, poza kapslami po piwie nie znaleźli nic oprócz 5 groszy. Ale to zawsze już coś na dobry początek. Oby dalej było tylko lepiej.
- O, patrzcie, idzie sąsiad. Kurta, zagadaj z nim, o zdrówko spytaj, o zdrówko żony i psa…
- On nie ma psa.
- To tylko i jego i żony. Może przy okazji poratuje 2 złotymi. On cię chyba trochę lubi. Hehe. Dobra, dawaj. Pić chce, przypominam.
-Ale…
- Przestań Kurta, ja na siebie biorę następnego sąsiada. Teraz dawaj! – powiedział Pimpek i lekko pchnął Kurtę do przodu….

ŚWIĄTECZNE PREZENTY – OPOWIADANIE

prezent

To taki krótki grymas twarzy. Niezadowolenie, którego nie chcemy dać po sobie poznać. Taki uśmiech, który chcemy wywołać na twarz, ale nic z tego nie wychodzi. I gęste przełykanie śliny, bo ogólnie chcielibyśmy nawet coś powiedzieć, ale słowa grzęzną w gardle. I nawet coś mówimy. Ale potem sami nie pamiętamy co mówiliśmy.
Prezenty świąteczne.

Te, które dostajemy, chociaż to nie ich oczekiwaliśmy.
No niby nic takiego. Nie ma sprawy. To tylko prezent. Przecież to wcale nie jest takie ważne. No właśnie. Nie ważne. Ale też jakieś niemiłe, chociaż ktoś chciał żeby miłe było.

I atmosfera gęstnieje.

I już wiadomo, ze prezent nietrafiony.
I już wiadomo, że jest problem, chociaż przecież niby to nie problem.

Cholera! Cholera jasna!

Zmiana tematu, zmiana klimatu, próba zmiany kwaśnej miny.
Trzeba się ogarnąć. To tylko prezent. Może wziąć głębszy oddech, pomyśleć pozytywnie, o czymś innym pomyśleć. Po prostu.

No bo to przecież proste….Powinno być proste!
To idiotyczne. Głupota tak myśleć. O prezencie. Że to nie tak…

Cholera!

Jestem dorosły a martwię się jak dziecko, albo jak baba jakaś.
Ale swoją drogą, jak mogła nie wiedzieć… Nie rozumiem, dawałem znaki, mówiłem…
Ok! Chciała żeby było praktycznie. Żeby się przydał na co dzień.

Ale do czego się przydać ma?

Chyba, że jej ma się przydać. Jej zrobić lepiej że mnie kupiła. Go. Jego. Jemu. Mnie.
Mnie.
Dla mnie.

Może???