ŻYCIE Z ALKOHOLIKIEM

alko

Życie z alkoholikiem jest ciężkie. Bardzo ciężkie dla…alkoholika. Naprawdę nie wiem jak oni to wytrzymują, ale jestem pełna podziwu. Mówię zupełnie szczerze! Jak budududu!

Jak można znieść babę, która w porze obiadowej podaje obiadzik z dwóch dań. Jak chora chyba. Jebnięta schizofreniczka! Jak jeść przed piciem? W ogóle, co kurwa ten obiad niedzielny? Jakieś babskie wymysły.

Oj, kobieto! Nie szalej! Daj żyć człowiekowi. Daj się spotkać z kolegami – przyjaciółmi. Piwko obalić jakieś, wymienić spostrzeżenia na ważne osiedlowe tematy. Facet musi wiedzieć co się na dzielni dzieje, a nie z babami jakimiś gadać będzie.

Wyluzuj!

Normalny facet nie ma na to czasu.
A ta jeszcze będzie wyjeżdżać z tekstami: „to może być herbatkę, soczek naturalny wyciskany w pomarańczy, greifruta i imbiru by wypił, ziółka jakieś żeby wątrobę podreperować, co?….”
Jak ona marudzi, taka przyziemna jest, nudna taka… Pogadać z nią nie ma o czym!
Oj, ciężkie życie alkoholika, jak widzicie. Po prostu aż szkoda człowiekowi gadać. Lepiej piwka by się napić. O tak! Piwko zimne. To ja lubię!

Trochę od tej baby luzu czuję wtedy. A w sumie to pod sklep idę. Kolegów-przyjaciół spotkam. Postoimy pod sklepem, potem może jakąś klatkę wybierzemy. Pod klatką postoimy. To jest życie!
Nudy nie ma!

No chyba, że alkoholu nie ma. To wtedy trochę jest.

No ale wtedy człowiek taki kreatywny się staje i na chatę do kogoś, kto alkohol ma pójdzie. Albo sobie przypomni, że kiedyś tamten piwo dostał to teraz odwdzięczyć się musi. Coś się zawsze skołuje. Nie ma krzywdy!

Tylko żeby jak na później do siebie na chatę zejść. Albo żeby być chociaż tak najebanym żeby starej nie słyszeć. Nie słucham jej co prawda, ale zrzędzi to to i spać przeszkadza. Jeszcze się rzuca do człowieka. A tu po całym dniu takie zmęczenie, ze tylko się położyć i spać.

Pospać też lubię! No!

Kto to w ogóle te baby wymyślił. Jeszcze na początku znajomości to spoko. Można tam ten teges. Hehehe…

Ale potem to już nie można znieść babska. Czepia się o wszystko! O pieniądze, pracę, wygląd człowieka. Nerwy wtedy tak biorą, że….ręce to słabo można powtrzymać żeby jadowitej mordy nie rozpłaszczyć.

Będzie mi taka mówiła co mam robić. Baba głupia, facetowi będzie rozkazywać. Panoszyć się! A won z nią!
Niech wypierdala, bo jak nie to w łeb!

I jak tu się nie denerwować. I jak się nie napić! No jak?
Jak takie się w życiu piekło ma!

Do chuja z takim życiem.

Naprawdę lepiej się zachlać, niż tak żyć!
O, dobrze, Gucio sms-a wysłał żeby iść do niego na chatę. Spoko, mam kilka butelek po piwku, to jeszcze plecak i fajki znajdę i wypierdalam z tego domu w pizdu….

CZŁOWIEK Z LISEM NA GŁOWIE I INDIANIN BEZ PRZEKONANIA

pijak

Miejsce, w którym mieszkam, nie ma nic wspólnego z realizmem magicznym. Ale realizmem tak ogólnie bardzo. Bo to realne miejsce. Żyją tu całkiem realni ludzie, nie jakieś tam postaci z kreskówek, które nawet jak przejedzie po nich walec to podnoszą się i chociaż trochę spłaszczone, to jednak w całkiem dobrej formie. U mnie na podwórku rzadko kto jest w dobrej formie. Chyba, że ci, których nie widuję.
Ci, których oglądam, chcąc nie chcąc codzienne, ciągle mnie zaskakują. Ale wcale nie pozytywnie. Owszem, nie są bierni. Ale nie są też aktywni. Są pijani od rana. Nie będę tego komentować, pewnie znacie tanich pijaczków spod sklepu osiedlowego. Każdy kiedyś miał nimi styczność. Niekoniecznie z chęci. To taki znany polski obrazek, prawie jak mazurski pejzaż, tylko nie taki cenny.
Nie zastanawiam się nam nimi. Oni nad sobą też. W pewnym sensie panuje w tej sprawie obojętność.
Będę szczera do bólu, ale oni już nikogo nie obchodzą, tak bardzo wzrośli w krajobraz rodzimego blokowiska. Upadli. Ale to wśród pijaków chyba nic ciekawego. Ich świat. Ich wybór. Ich życie.
Kto miałby na nich czas? Każdy i tak już maksymalnie zajęty swoimi sprawami, w ciągłym pospiechu. Czasu na pijaków brak.
Zresztą, ani oni ładni, ani interesujący. Tyle, że niezmiennie schalni. Norma. Nuda. Niestety śmierdzą też skarpetami (brudnymi) i pierdami. A fuj!
Najbardziej wkurwia mnie, jeden taki, co wygląda cały rok, jak bałwan. I to nie metafora. Łazi zimą i latem w białej długiej kurcie. Kurcie, bo kurtka to była jeszcze zanim trafiło toto do szmateksu.
Ale, co za ciekawostka, bałwan ma granatową twarz. Ale oryginalnie. Cud natura, pop kultura!
Ksywa Indianin (tak go nazywają, ja to wiem, ale nie wiem, czy on wie), niedługo może do niego pasować. Podobno jak wysiada wątroba, to się człowiek albo ludź żółtym staje na skórze. Ale o Indianinach wiecie coś nie coś już pewnie od Karola Maya. A nasz bohater nijak ma się do postaci Winnetou. Bo Winnetou rozbudzał wyobraźnię wielu czytelników na całym świecie. Bałwan ma inne cele.
Ale o tym już mówiłam, więc dość i basta.
Na podwórku jak w życiu ( czy może raczej przyrodzie) musi być równowaga, taki drugi biegun, przeciwwaga.
U nas jest.

żel na głowie

Na blogu pewnie nie wypada, albo nawet nie wolno ośmieszać ludzi. Byłoby to społecznie nie pożyteczne, albo politycznie niepoprawne.
Ale ja nie znam litości. Szczególnie dla ludzi „z lisem na głowie”.
Zainteresowało Was?
Tak, znam go. Ma na głowie długą grzywę z tłustych włosów à la lis. Lisi, rudy ogon dokładniej. On jest taki „ą” i „ę” i bułka przez bibułkę i ma wybielone zęby (szybki nie atrakcyjny efekt, niestety), kurtkę sprowadzoną ze Stanów i zresztą, czego on w ogóle nie ma…. oprócz siana we łbie. Może to przez tego tłustego czuba na głowie?
Myślicie ze jestem złośliwa?
Tu się z Wami zgodzę. Złośliwa jestem od zawsze. Ale przecież nie musicie mnie lubić.
Może też jestem zazdrosna? I to dlatego to piszę?
Może jestem. Czasem każdy trochę jest zazdrosny ( no oprócz Was, wy nigdy). Chwilowo nie wiem czemu, z jakiego powodu ta zazdrość? Ale jakie to ma znaczenie?
Ludzkie przywary to temat rzeka. Ale ja wolę rzekę jako przyrodniczy żywioł.
Ale każdy ma wybór, czyż nie?
Ktoś od 6 rano wybiera spożywczak, ktoś inny żel na włos i potencjalnie ładny look.
A ja nie lubię chodzić o 6 rano do sklepu, bo po prostu jeszcze śpię. Żelu na włosy nie nakładam, bo by wyglądała gorzej niż wyglądam. Kurtki za 500+ nie mam, bo mnie nie stać. Bardziej mentalnie, bo by mi taka kurtka ze Stanów humoru nie poprawiła znacznie. To po mi to?
Chyba, żeby wisiało w szafie.
Lubię prostotę i minimalizm, w spotkaniach z tymi ludźmi też.
Uważam, że kontakty z ludźmi są przereklamowane. Szczególnie, tymi przypadkowymi.
A bałwana i człowieka z lisem na głowie nie ma na mojej liście. Sorry!

Ps. Ale spoko, to działa w obie strony. Możecie być spokojni.