Zdrowie

WP_20160428_001

Niestety nie biegam, no chyba, że gdzieś się śpieszę, wtedy zdarza mi się podbiec, ale nie wiem czy to się liczy jako bieganie. Bo to jest zachowanie sporadyczne. Natomiast – nie palę papierosów a jeśli chodzi o alkohole to piję tylko wino i to ostatnio raczej rzadko. Dużo spaceruję, około dwóch godzin dziennie, szczególnie od czasu jak rehabilitant po kontuzji kręgosłupa mi to zalecił, twierdząc, że powinnam zmienić tryb życia na bardziej ruchliwy. Tak się stało, że zmieniłam. I nie żałuję.
Staram się nie żałować rzeczy, które wyszły mi na dobre.
Od kiedy pamiętam lubię jeść owoce, warzywa i ryby. Nie muszę więc się jakoś specjalnie do tego motywować, bo to akurat dla mnie normalne. Więc samoistnie zachowuję zbilansowaną dietę. Według zaleceń telewizji śniadaniowych piję szklankę wody z cytryną. Staram się, żeby robić to rano, ale na ogół wypijam ją już wieczorem, bo właśnie wtedy ją sobie przygotowuję. No, a rano piję kawę. (Ale chociaż łyk wody piję zawsze, żeby nie pić kawy zupełnie na czczo). Bez kawy nie wiem nawet jak się nazywam i obijam się o ściany, bo jakoś nie mogę uchwycić pionu. To chyba nie jest zbyt zdrowo, bo kawę pewnie lepiej pić dopiero po śniadaniu. Ale bez kawy to się prędzej się o ścianę wyrżnę niż śniadanie zrobię, więc suma summarum najpierw jednak tę kawę piję. Potem, zdolna już do życia zajmuję się śniadaniem. Płatki i mleko odpadają. Nie mieszkam w Stanach Zjednoczonych, nie gram w reklamie płatków śniadaniowych, więc się corn flakes’ami z glutenem czy bez nie torturuję. Za to lubię jajka we wszelkiej postaci. Najlepiej jako jajecznicę albo gotowane na miękko. Jadam je często, jakoś nie zastanawiając się nad ilością spożytego cholesterolu. Nie odczuwam skutków ubocznych, więc jest chyba ok. Czasem przed porannym posiłkiem wypijam skok z połowy wyciśniętego grejfruta. Gotowych soków raczej nie kupuję. Albo bardzo rzadko. Wody natomiast wypijam hektolitry. Co daje w przybliżeniu jakiś litr-półtora dziennie.
Jem mięso. Pieczywo, ziemniaki, kasze i makarony także.
Przetworzone jedzenie? Owszem, czasem się coś przydarzy. Ale bez zamiłowania i tylko w skrajnych sytuacjach ograniczeń czasowych. Jedzenie w knajpach, jedzenie na wynos? Tak, jak nie chce się nam gotować to czemu, nie? W końcu to też dla ludzi. Nie piejemy z zachwytu, ale też nie demonizujemy.
Słodycze
I to właśnie złe nawyki. Ale będę walczyć. Żeby nie przesadzać. A może wyeliminować???
Uwielbiamy z moim partnerem (dla potrzeb bloga nazywać go będę P-men) wypoczynek nad jeziorem, szczególnie przemierzając jeziora na rowerze wodnym. Jesienią chętnie jeździmy na grzyby. Na ryby też się zdarza…
Co jeszcze? Dla zdrowia staram się też regularnie trenować aerobik. Najbardziej lubię zumbę może dla tego, że to sama radość, bez przymusu wykonywania ćwiczeń w pozycji parterowej, za czym nie przepadam. Nie przepadam też za jogą. Nie zapiszę się na nią raczej, bo już próbowałam i bardzo się tym znudziłam. No, cóż, nie dla mnie. A ja na zajęciach ruchowych mam odpoczywać, dobrze się bawić, relaksować i nie myśleć zbyt wiele. Mam czuć się przyjemnie!
Jak widać, trochę to wszystko statyczne, bo nie uprawiam sportów ekstremalnych, nie skakałam nigdy na bungee, nie nurkowałam w rafach koralowych i nie jeździłam na motocrossie. Ale nie wiem czy akurat mnie wyszłoby to na zdrowie. Wolę robić to, co lubię i żyć w sposób racjonalny dla mnie. Wierzę w siłę równowagi pomiędzy chęcią a realizacją. Lubię kiedy mój świat jest tożsamy ze mną a nie wymyśloną kreacją. Więc tak jest chyba w miarę zdrowo. Jak myślicie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>